Kiedy karetka pogotowia nadjechała, okazało się, że osiem kobiet nie może iść o własnych siłach. Były to: epileptyczka, która zapadła w swój stan niemocy po ataku, cztery ciężarne i jeszcze trzy ciężko pokaleczone kobiety. Sanitariusze w milczeniu pełnili swój obowiązek wnoszenia ich do karetki. Ale kiwali przy tym głowami i tu przodownik poczuł pewne wątpliwości: czy właśnie dobrze wypełnił polecenie władz?

Wpadła mu tu w oczy Danuta Pawełkowa między dwoma policjantami; skinął na policjantów:

— Przegonić ją precz, to ścierwo! Do domu!

Jeden z sanitariuszy dostrzegł nagle pod klatką schodową nogi Malczyka. Oczy rozwarły mu się szeroko.

— A ten? — wyjąkał — Co to?

Policjanci podeszli szybko do Malczyka, podnosząc go na nogi.

— To frajer — zagadali — ze schodów zleciał, ze snu, zamroczyło go!

Przodownik podszedł i powiedział spokojnie:

— A, to ten pierwszy, delegat ich. No, cóż, może pan iść? Chcesz do kryminału, do pogotowia czy do domu?

Malczyk zupełnie przygotowany na areszt, poczuł nagle przypływ nerwowych sił: