Mitek odsunął ją łagodnie od Malczyka.
— Geniu, musimy go przecie stąd zabrać. Idźcie obok, ja go będę niósł.
Wtedy to dopiero Malczyk poznał Mitka.
— Jasiu! — powiedział — Toż ty tu, bracie, choć wyszedłem od was!! Przyszedłeś mnie ratować... Cały dzień byłeś z Genką pod bramą...
Mitek, milcząc, ładował go sobie na plecy, uginając się pod ciężarem. Gdy załadował i już niósł, głowa Malczyka nagle zwisła bezwładnie na jego ramię.
— Władek, żyjesz? — zawołał, przystając, a Genka krzyknęła przeraźliwie:
— Władku!
— Genka, nie krzycz, bo to tak, niby drugi raz męczą tam nasze kobiety!
– Jasiu, przecież, bracie, nic mi nie jest; tylko potłukli mocno...
Długo, daleko, przystając, sapiąc z wysiłku, niósł duży chłop Jasio dużego chłopa, Władka, na barana do jego domu. Stróż już nie spał, otworzył bramę.