Rozstąpili się od razu.
— Prosimy, panie inspektorze. A i to prawda, że warto było może przyjść. Ale nikt już nie miał sił wierzyć. Za dużo już tej krzywdy narosło...
I tak płynęła już ta druga, mniejsza, niższa po owej dziewiątej, fala.
Kostrzewa, nie zamykając drzwi od gabinetu, zdejmował palto. Współczuł szczerze tym ludziom, znał dobrze ich słuszność i nie bał się ich. Był przecie synem robotnika, tak jak i portier Zielak, jak ci wszyscy. Miał za sobą wspomnienia dzieciństwa w biedzie, ciemnocie i poniewierce. Ojciec jego, tak jak Zielak, całe życie służył panom. Ale płuca jego ojca, zniszczone przez nędzę, serce, zwątlone przez nadmierny wysiłek całego życia o głodzie, musiały go wprawdzie też uczyć prawdy Zielaka: że pan zawsze górą, ale z tą prawdą mocowała się już jego wola, mocował jego nieuprawiony52, ale żywy umysł i to mocowanie się z prawdą Zielaka przekazał już swoim dzieciom. Dlatego to właśnie Kostrzewa w młodości brał udział w rewolucyjnej konspiracji pod zaborem rosyjskim (w konspiracji, z ewentualnością katorgi i stryczka), dlatego chodził — jak słusznie wywęszył Baczyński — do Naczelnika Państwa, Komendanta Józefa Piłsudskiego, z delegacją małorolnych, o reformę rolną i dlatego też właśnie, choć się oni na niego słusznie gniewali — nie potrafił się bać robotników.
Miał ich prosić do gabinetu, ale właśnie zadzwonił telefon. Skinął więc na sekretarkę, by ich wstrzymała przez chwilę. To dzwonił wojewoda. Kostrzewa poznał od razu raźne akcenty jego głosu.
— To pan inspektor Kostrzewa? Panie, więc ja swoje zrobiłem! Teraz pan musi energicznie nimi się zająć. Kostrzewa się zdziwił.
— Nie rozumiem, panie wojewodo! Pan wojewoda przecie przesądził tę całą sprawę!
Wojewoda zniecierpliwił się.
— Ależ nic podobnego, panie inspektorze! Siedzi pan w doktrynach, zamiast w życiu! Nic nie przesądziłem, prócz koniecznych zarządzeń bezpieczeństwa! Teraz pan będzie łaskaw zwołać te strony; tak, na moje wyraźne żądanie! Baczyńskiego proszę przycisnąć z całym rygorem, ma załatwić wszystkie ich pretensje, to znaczy, znam mniej więcej żądania: podwyżkę dać, ustawodawstwo honorować, no i co tam jeszcze macie.
— Nie wiem, panie wojewodo, czy Baczyński zechce teraz z nami gadać! Przecie pan wojewoda...