— Towarzysze! Który z wojska, z Legionów, Strzelca, kawalerzy krzyża, naprzód wystąp!

Na wołanie to — jeden za drugim — poczęli się wysuwać z szeregów, przed front tłumu uczestnicy walk o niepodległość, byli żołnierze. Tu policja, ustawiona naprzeciw tłumu, dała pierwszą salwę w powietrze.

— Rozejść się! — wołano jednocześnie do zamkniętego, beznadziejnie zakorkowanego tłumu, napieranego z tyłu przez dopływające szeregi. Front byłych żołnierzy na czele tłumu — ani drgnął. Bez strachu patrzyły ich oczy, nie drżały usta.

I to widziało, i zrozumiało to — całe miasto: więc prócz robotników — panowie, kupcy, urzędnicy, oficerowie.

Siwowłosy, nieznany robotnik dołączył się do pierwszego szeregu, opuścił już tylko swój tragiczny symbol — ręce. W tej chwili Gałkowski nie-Gałkowski, gałkowski53 — symbol wystrzelił ze środka tłumu w górę, ponad głowy kordonu. Robotnicy byli bez broni, nie zamierzali strzelać! Wszyscy zrozumieli ten strzał.

Ale też wtedy na rozkaz, padła salwa w tłum. Rozpoczęło się żniwo śmierci...


Były to dziwne, dzikie, straszne godziny w mieście. Ludzie widzieli, jak jakiś policjant dopadł idącej skwerem kobiety i z tyłu przebił ją bagnetem. W innym miejscu inny policjant (a wszyscy mieli pozdejmowane numery z czapek) — na oczach ludzi skatował na śmierć uczniaka. Znów w innym miejscu policjant wpadł do dorożki, wiozącej na dworzec dwie starsze panie w żałobie i począł w dzikiej a niepojętej pasji okładać je gumową pałką. Akademika na rowerze, który pytał o prawo przejechania ulicy, inny zamiast odpowiedzi, zdzielił pałką przez ramię. Nikt nie rozumiał, co się dzieje, dlaczego to policja w tym mieście, dalekim od wschodu, nie znającym tradycji caratu, wskrzesza z taką zajadłością najgorsze metody carskich kozaków!


Mitka, postrzelonego ciężko przy pierwszej salwie, robotnicy ułożyli na skwerze i postawili przy nim swoją robotniczą wartę. Zaraz zmarł, nie przemówił ani słowa; do końca życia bohaterski i waleczny kawaler krzyżów, bezrobotny legionista Jan Mitek. Leżał z otwartymi, pojaśniałymi oczami, jakby patrząc przez czarne jeszcze gałęzie drzew w blade, wiosenne niebo. Swój nakaz honoru, żołnierskiego i proletariackiego wypełnił do samego końca.