— Taki był już człowiek — szepnął inny. — Jak złoto.

Malczyk objął komendę.

— Odniesiemy go, obywatele, wojewodzie. Inny nieboszczyk wolałby pewno do domu, no i rodzina... Jasio był sam w życiu i Jasio był do końca żołnierz, choć bezrobotny... Jasio na taką randkę może sobie iść. On do końca już wypełni, co społeczny mus... Chodź, Jasieńku! Temu tam przed oczy stanąć!

Miłośnie, ostrożnie, pieszczotliwie podnieśli, podtrzymywali mu głowę, tak nieśli go, jakby jeszcze czuł...

Widzieli to ludzie, dowiedziało się o tym wkrótce całe miasto. Jasio Mitek został złożony przez towarzyszy u wstępu do województwa. Tej dziwnej procesji nikt już jakoś nie potrafił przeszkodzić.

— Co panowie?! Co to, po co? — zabiegł im drogę policjant sprzed gmachu.

— A to strzelcy jesteśmy, żołnierze. Przynieśliśmy tu wojewodzie żołnierza, kawalera krzyżów, bezrobotnego...

— Ale co też za kawał?! Będę musiał zatrzymać, legitymować panów! A trupa... — zawahał się.

Złożyli trupa na stopniach.

— On już tu zostanie; a nas to może pan legitymować, czy też do aresztu, to już jak tam panu wypadnie! My się nie boimy. Taki był nasz obowiązek przy Jaśku do spełnienia...