Wsiąknąć bez czucia w te mroki i cienie;

Z godziną zmierzchu zaczął swe istnienie

Jakiś świat drugi, tajemny, nieznany...

W powiekach, lekko pod naciskiem drżących

Dostrzegam przestrzeń głęboką i czarną,

W której się zwolna kołyszą i garną

Tysiące kropek złotych i świecących.

Jedna za drugą w szereg się układa,

A potem w przestrzeń na krawędziach siną

Zwolna całemi gromadami płyną,