Jakgdyby ptactwa wędrownego stada.

Czasem, gdy szereg przypłynie ostatni,

Znów czarna mroków zamyka się ściana,

I tylko jedna gwiazda zapomniana

Przemknie z pośpiechem do gromady bratniej.

Może to płyną owe gwiazdy święte,

Które duch Boży rozpalił nam w duszy,

A noc wieczysta blask ich cudny głuszy,

Że gasną dla nas obce, niepojęte?

Może to płyną łzy niewypłakane,