Złotem i purpurą lśniące

Przedarło wyłom w chmur czarnej oponie

I takie cudne powstało jaśnienie

W tej nieba stronie,

Jakby daleko... w błękitach tam,

Gdzie chmur opona przedarła się szara,

Druga się jakaś spełniała ofiara...

I czułem wówczas, jak stopiona w ciszy

Wzleciała dusza moja z tych padołów

Do rozpiętego w górze nieboskłonu