Las drgnął tylko, tak jak człowiek zbudzony ze snu,

Kilka liści spadło z wolna na podłoże mchu,

Szmer poleciał w górę — w górę: ponad mroczną tonią

Słychać w ciszy szelest skrzydeł i gwiazdy gdzieś dzwonią.

I rozbudził naprzód tłumnie wszystkie trawy łąk;

Fala kłosów kołysanych rozlewa się w krąg,

Coraz dalej, coraz szerzej płynie szmerów chór,

Aż uderza huczną falą o uśpiony bór.

Pochwyciły hasło wiatru dęby, sosny, jodły —

Las i łąka wzniosły w niebo przedwieczorne modły.