Spuścił oczy i berło trzymał niewzruszony,

Do jednej ni do drugiej nie chyląc go strony.

Zdawało się, że obca mówienia mu sztuka,

Niejeden za prostego sądził go nieuka,

Ale gdy głos wypuścił z piersi mocno brzmiących

I słowa na kształt śniegów w zimie spadających,

Nikt by Odyseuszowi dotrzymać nie umiał

I każdy się nad jego wymową zadumiał».

Obaczywszy Ajasa, znowu starzec pyta:

— «Jakaż to jest osoba owa znakomita,