Tak się modlą, a Hektor, w tył zwróciwszy oczy,

Wstrząsł szyszak: los gładkiego192 Parysa wyskoczy.

Siadają w rzędach męże blisko bystrych koni,

A równina od świetnej zajaśniała broni.

Wtenczas prześliczny Parys, mąż prześlicznej żony,

Zaraz na siebie oręż przywdziewa zdobiony:

Na białą naprzód nogę obuw193 kształtny wciąga,

Który srebrnymi haftki194 jak najmocniej sprząga,

Na piersi pancerz brata Likaona wkłada,

Bo mu właśnie do wzrostu i miary przypada;