I skacząc, w tył się nagłym usunęły zwrotem,

A on z lubym na zawsze rozstał się żywotem.

By Grecy nie porwali trupa do obozu,

Z długą dzidą Ajnejasz wyskakuje z wozu,

Jak lew, w moc zaufany, staje nad rycerzem.

Obchodzi go i wielkim zasłania puklerzem;

A ktokolwiek się zbliża dla wzięcia zdobyczy,

Temu zagraża śmiercią i straszliwie krzyczy.

Jednak mężny Diomed placu nie odbieżał,

Chwycił ogromny kamień, co na ziemi leżał