Natychmiast oszczep rzucił i dosięgnął ręki,

Przebił boską zasłonę, którą tkały Wdzięki,

I zdarł jej trochę skóry żeleźcem pociska:

Zaraz z niej krew, a raczej sok czysty wytryska.

Inny jest pokarm ludzi, inny władców nieba,

Nie znają oni wina, sił nie ciągną z chleba,

Więc krwi nie mając, żywot nieśmiertelny wiodą.

Raniona Kiprys, z bogiń najpierwsza urodą,

Krzyczy i rzuca syna. Apollo go bierze,

I by mu życia greccy nie wzięli rycerze,