Silną chwyciwszy ręką, do bram Hektor bieżał;

Dzisiaj, nim kamień taki, choć z największą mocą,

Dwa męże na wóz włożą, dobrze się zapocą.

Jak owczarz z runem w ręku prawie nie rozróżnia,

Czy niesie co, bo w ręku nic go nie opóźnia:

Tak lekko Hektor leci do bram z wielkim głazem.

Z grubych tarcic zrobione, okute żelazem...

Staje, jednę w tył nogę, drugą w przód rozszerza,

I wygiąwszy się, kamień ogromny wymierza.

Ten padł w sam środek bramy i zawiasy skruszył,