Pójdź ze mną, daj ratunek mężowi twej siostry!

Idomenej w Alkacie utopił raz834 ostry,

Zginął; niechże choć Grecy zwłok jego nie biorą!

On twą młodość wychował, on był twą podporą».

Rzekł, a wyraz ten przebił serce Ajnejasza;

Idzie, oręż go wodza Krety nie zastrasza.

Ten się takim, jak dziecko, nie przeląkł widokiem:

Wygląda Ajnejasza niezmieszanym okiem.

Jak odyniec, zaufan w sile, nie ucieka

I śmiało na myśliwców idących tłum czeka,