Silną pochwyca ręką i w Hektora mierzy:

Trafił kamień pod szyję, od tarczy odskoczył

I niemały czas jeszcze po piasku się toczył.

Jak ognistym Zeusa uderzony grotem

Z ogromnym dąb na ziemię wali się łoskotem,

Pełne powietrze siarki przykrego zapachu,

A bliski widz srogiego Zeusa zamachu

Ogłuszony zostaje od ognia i trzasku:

Tak nagle wielki Hektor upada na piasku...

Zostać panami łupu tak wielkiego chciwi,