Gdym w Tebach na świat przyszła, ty w domu Pryjama.

Wychowywała mnie ojca ręka dobroczynna:

Na cóżem mu to życie nieszczęśliwe winna!

Mężu! Ty już w podziemne śmierci idziesz kraje,

A w płaczu wiecznym wdowa po tobie zostaje.

Dzieckiem jest syn, któregoś na świat wydał ze mną:

Nie będziecie wy sobie pomocą wzajemną,

Ni ty jego młodości, ni on twej siwiźnie.

Niech się nawet z tej wojny okrutnej wyśliźnie,

W ilu się sprawach, w ilu nieszczęściach ubiedzi!