„Cierp, serce, przecię nieraz gorsześ przecierpiało,

Jak z Kyklopem, gdy szarpał żywcem druhów ciało!

A jednak to się zniosło — wyszedłem z tej matni,

Pewien, że przyszedł na mnie w życiu dzień ostatni”.

Tak mówił i ukajał w głębi burze duszne,

Serce się ukoiło rozkazom posłuszne.

On tylko wił się ciągle w bezsennym ucisku,

Jak ten, co postawiwszy kiszkę na ognisku,

Nadzianą krwią i tłuszczem, przewraca co chwila,

Bo prędzej usmażona prędzej go posila: