„O wy biedni, nieszczęścia zewsząd na was godzą,
W ćmie nocy głowy, twarze, stopy wasze brodzą...
Słychać głosy jęczące, z ócz płyną łez strugi...
Krwią ciepłą pobroczone ściany i framugi...
A co mar pcha się do drzwi, co ich tam w podziemiu!
A wszystkie w Ereb lecą... a na nieb sklepieniu
Helios gaśnie i straszne ogarniają mroki!”
Wieszczek rzekł, oni z śmiechu rwali się za boki,
Aż Eurymach się ozwał do gachów i prawił:
„Snadź oszalał ten przybysz, co się świeżo zjawił.