Do wrzecion i krosienek napędzać służące,

Bo łuk, strzały — to rzeczy mężów obchodzące,

Mnie głównie. Chcę być w domu panem mojej woli”.

Matka do górnych komnat odeszła powoli;

Mądre słowa synowskie utkwiły jej w łonie.

A gdy tam już stanęła w panienek swych gronie,

Znowu w płacz po Odysie i wciąż go płakała,

Póki Atene powiek snem nie posypała.

Właśnie zacny świniopas do rąk brał łuk krzywy,

Gdy wszystkie jednogłośnie wrzały nań Achiwy.