Lecz Odys, weń zmierzywszy, trafił w samo gardło,

Że aż przez kark żeleźce na wskroś się przedarło;

Czasza z rąk się wyślizła, gdy padał ukosem;

I zaraz promień czarnej krwi buchnął mu nosem,

Precz od siebie kopnęły stół drgające nogi,

Że się wywrócił: misy zasłały podłogi,

Chleb i mięsiwo w kurzu brudnym się zwalało.

Widząc gachy, jak padał, krzykiem izbę całą

Napełnili, ze swoich zerwali się stołków,

I przebiegając izbę, od kołka do kołków