Jęk był głuchy, gdy czaszka zgrzytnęła zrąbana,

A podłoga dymiła krwi strugą zalana.

Wtem Lejodes do kolan Odysa się schylił,

Objął je i o litość żałośnie doń kwilił:

„Na klęczkach cię, Odysie, błagam! Przebaczże mi!

Przecież nigdy tu w zamku słowy bezwstydnemi

Ni sprosnym czynem dziewki nie zhańbiłem żadnej;

Owszem, w innych ganiłem ten narów szkaradny,

Gdy takowy płodzili. W nic poszły przestrogi!

Słusznie teraz za zbrodnie skarał ich los srogi!