Rozum twój się pomieszał, zawsze tak dorzeczny,

Że przynosisz mi drwiny na mój ból serdeczny

I pustą gadaniną przerywasz sen lekki,

Który łagodnym cieniem nakrył mi powieki.

Odkąd mego małżonka przy mnie tu nie stało,

Pierwszy raz tak mi dobrze, tak smacznie się spało.

Odejdź więc, i do dolnych powracaj pokoi.

O, gdyby którakolwiek z kobiet w służbie mojej

Śmiała przyjść z taką brednią i sen przerwać błogi,

Zaraz bym ją przegnała za mych komnat progi.