Szedł o kiju, na grzbiecie świeciły mu łaty.

Nikt z nas nie mógł Odysa poznać w tym człowieku,

Gdy się zjawił, nikt, nawet męże w starszym wieku.

Więc się nań posypały obelgi i krzesła.

Jakiś czas mężna dusza obrazę tę zniesła

Zadaną mu na własnych śmieciach, w własnym domu.

Lecz gdy go wolą swoją natchnął władca gromu,

Z pomocą Telemacha z izby wszystkie zbroje

Przeniósł w górną komnatę i zamknął podwoje,

Po czym w chytrym zamiarze podmówił swą żonę,