Na próg skoczył, wysypał pęk strzał — okiem błysnął

Okropnie i pociskiem Antinoja przeszył!

Na innych miotać strzały nieustanne śpieszył,

A celnie i morderczo — mąż padał na męża...

Snadź słoniła ich boga jakiegoś pawęża,

Bo wściekli wpadli na nas, wszystkich mordowali,

Kto tylko się nawinął, aż powstał jęk w sali

Zmieszan z łomotem czaszek; krew izbę zalała.

Tak my padli, Atrydo, wszyscy! Nasze ciała

Dotąd w zamku Odysa leżą nie grzebane.