Lecz gdy do was zagada w postaci tej samej

Jak leżał snem zmorzony w głębi onej jamy,

Wtedy puszczaj starucha, bo już się ukorzy,

I pytaj: który z bogów na ciebie się sroży

I jak przez rybne szlaki wrócisz w swoje strony? —

To powiedziawszy, w bałwan wskoczyła spiętrzony,

Ja zaś na brzeg piaszczysty szedłem, gdziem miał łodzie,

I tysiąc dziwnych myśli duszę mi przebodzie.

Gdym stanął przy mych nawach, tam, u wód zwierciadła,

Nastąpiła wieczerza; wonna noc zapadła