Ona w doły nas kładzie i skórą okrywa.

Czatujemy — lecz męka była to straszliwa!

Bo z fok tłustych okropnie dusił tran smrodliwy:

W sąsiedztwie tych potworów nie dotrwa nikt żywy!

Lecz boginka sposobik znalazła w potrzebie:

Dała wąchać ambrozję262 używaną w niebie;

Jej wonie brzydki wyziew zupełnie rozwiały;

I w cierpliwym czekaniu przeszedł ranek cały.

Tymczasem stada foków wyłaziły z wody

I rzędem na wybrzeżu kładły się jak kłody.