W południe boski staruch z ciemnych wód łożyska

Wyszedł, policzył foki, obejrzał je z bliska.

Nas również za potwory liczył, a o zdradzie

Nic się nie domyślając, obok fok się kładzie.

Naraz rwiemy się z wrzaskiem; opasujem śmiele

Bożka ramiona. Lecz on ma swoje fortele:

Najprzód lew się zeń zrobił grzywiasty, a z tego

W rysia się zmienił, w dzika, w smoka skrzydlatego,

Już drzewem w obłok strzelił, już jak woda płynął.

Dzierżym go, bo ramieniem każdy go owinął,