Aż i zdał się nareszcie, choć miał takie czary,

I zapytał mnie, głosem zwyczajnym, ten stary:

— Który ci to poradził z niebian, mój Atrydzie,

Żebyś mnie wziął podstępem? Mów, o co ci idzie? —

To rzekł staruch — jam na to jemu odpowiedział:

— Kryjesz się niepotrzebnie, jakbyś sam nie wiedział,

Że tak długo na wyspie siedzę tu bezludnej,

Głowę tracąc, by z matni wydobyć się trudnej.

Przeto mów, nieśmiertelnym każda rzecz wiadoma:

Jak przez rybny gościniec mógłbym wrócić doma? —