Do wyspy298 się zbliżając leżącej daleko,

Z wód wychynął i lądem posuwał się lekko

Aż do wielkiej pieczary, boginki siedliska,

Kalypsy długowłosej, którą u ogniska

Samą siedzącą zastał. Z dala już powiewek

Niósł po wyspie zapachy od płonących drewek

Żywicznych cedru. Głos jej wdzięczną brzmiał piosenką,

Gdy chodząc wkoło krosien, suwała czółenko.

Tę pieczarę maiły różnych drzew gaiki,

To woniące cyprysy, topole, osiki;