Aż gdy w dniu trzecim Zorza zeszła o poranku,

Naraz wiatr ucichł; niebios pogodne błękity

Odbijała wód szyba, a on, falą wzbity

W górę, mógł już wyraźnie brzeg lądu rozpoznać.

Radość to, jakiej dziatwa może tylko doznać,

Gdy jej ojciec, gorączką śmiertelną trapiony,

Już, już kona, okrutnie męczon przez demony,

Naraz wraca do zdrowia; niebo gwoli dzieci

Uzdrawia go. Toż radość w oczach mu zaświeci,

Gdy ujrzał ląd i lasu rąbek. Więc dołoży