Ląd wskazując, gdym morską przebrnął zawieruchę,

Aż tu wybrnąć z tej toni już nie wiem którędy:

Zębate skały sterczą, wre i kipi wszędy

Wściekły żywioł — przede mną brzegu gładka ściana,

A głębia wciąż niezmierna i nie zgruntowana

Nogami, aby dobrnąć i łapać się brzegu,

Jeśli wprost pójdę, bałwan pochwyci mnie w biegu

I o skalistą ścianę rozbije na trzaski.

A nużbym ją wyminął i szukał, gdzie płaski

Brzeg się ściele, albo też jaka przystań głucha?