I uwisł, póki bałwan z rykiem go nie minął,

Czym na razie się zbawił, lecz bałwan z powrotem

Oderwał go, na pełne morze rzucił potem.

A jak polip, wyrwany z miejsc, gdzie był wrośnięty,

Ma żwirem i głazami oblepione pręty:

Tak do skały przylepła z dwóch rąk uczepionych

Zdarta skóra, i Odys wśród tych fal spiętrzonych

Byłby pewnie utonął w przekór przeznaczeniu,

Lecz Pallas myśl ratunku dała w okamgnieniu.

Jakoż wychynął na wierzch wełn, co o brzeg biły,