I wzdłuż płynąc, spoglądał, czy gdzie ląd pochyły

Nie pokaże się albo jaki port zaciszny.

I tak dotarł do ujścia jakiejś rzeki pysznej.

Więc w tym miejscu mógł łatwo przybić już do lądu,

Bo i skał tu nie było ni wiatru, ni prądu.

Otóż ujrzawszy rzekę, tak się modlił w duszy:

„Ktokolwiek jesteś, panie, błagam, niech cię wzruszy

Dola moja! Posejdon topi mnie zawzięty!

Przecież i wobec bogów człek taki jest święty,

Co błaga o ratunek w ostatniej potrzebie —