Odwinął z piersi oną przepaskę zbawienną

I cisnął poza siebie w tę słoność bezdenną.

Prąd ją porwał i uniósł; przepaskę tę chwyta

Już czekająca Ino. Więc z rzeki koryta

Wyszedł Odys, w sitowie padł, i macierz ziemię

Całując, westchnął, jakby z duszy zrzucał brzemię:

„Biada mi! — rzekł. — Co cierpię! Co jeszcze mnie czeka,

Jeżeli mnie nad rzeką noc już niedaleka

Zaskoczy! Ten szron mroźny, wilgne rosy nocne

Do szczętu zjedzą ciało, i tak już niemocne,