Dwóch żonatych, trzech jeszcze chłopiąt już niemałych,

Twych synów; ci chcą zawsze chodzić w szatach białych

Na pląsy, a wszystkiemu radź tu, moja główko!”

Tak mówiła, a wtrącić wstydno jej by słówko

O weselu. Lecz ojciec domyślił się tego

I rzekł: „Nie bronię-ć, córko, ni mułów, ni czego;

Natychmiast niech parobcy wóz zaprzęgną mułmi,

Wysoki, wyplatany i z wartkimi kółmi”.

To rzekłszy krzyknął; czeladź360 przyskoczyła żwawo:

Wóz koleśny361 wytoczon stoi przed wystawą;