Przybyli — więc Odysej usiadł w świętym gaju;

Nuż modlić się Atenie, jak to miał w zwyczaju:

„Choć raz usłysz mnie, córo Diosa wszechwładna!

Nie wysłuchana jeszcze z gorących próśb żadna,

Odkąd na ląd mnie cisnął groźny Burzywoda.

Spraw, spraw, niechaj feacki lud rękę mi poda!...”

Tak się modlił. Atene słyszy skargi rzewne,

Lecz się mu nie objawia; boi się zapewne

Brata swojego ojca. Gniewu on nie złoży,

Aż póki w dom nie wróci Odysej nasz boży.