„Pójdź, o luba, do łoża w uściski rozkoszy!

Hefajsta nie ma, on nas pewnie tu nie spłoszy,

Bo u dzikich Sintijów bawi się na Lemnie”.

Tak mówił — a ją łoże ciągnęło przyjemnie.

Więc poszli i zasnęli. Aż wtem na nich zleci

Cała matnia misternych Hefajstowych sieci,

Że się ruszyć ni dźwignąć nie mogło z nich żadne.

Więc poniewczasie pęta zobaczyli zdradne.

Wkrótce przybył i bożyc ów chromy na nogi,

Co nie doszedłszy Lemnu zawrócił się z drogi.