Owoż jeden i drugi piłkę w ręce dostał

Ukraszoną, misternej Polyba roboty.

Pierwszy, wznak się wygiąwszy, popod chmur namioty

Cisł ją w górę; zaś drugi w poskoku się rzucił,

W lot ją schwytał wprzód jeszcze, nim na ziemię wrócił.

Pokazawszy na piłce te sztuki tak wielkie,

Zaczęli pląsem deptać ziemię karmicielkę

I przeginać się różnie. Młódź sypła oklaski

W krąg stojąca, i pochwał podniosły się wrzaski.

Więc do Alkina boski Odysej tak powie: