Lecz z obawy wywrotu zwijamy je skoro

I wiosłując z mozołem, dopychamy łodzie

Do brzegu, gdzie dwie doby na tej niepogodzie

Staliśmy, ciągłą pracą i smutkiem już zbici.

W dniu trzecim, gdy rumiana Eos nam zaświeci,

Dźwignąwszy maszty, żagiel zawiesiwszy biały,

Siedzimy w nawach, które wiatr i sternik gnały,

A jam w powrót szczęśliwy nie tracił nadziei.

Lecz prąd morski płynących około Malei,

Toż Borej522 — jak nas schwycą, tak w przeciwną stronę