Widząc to, każdy z druhów srodze się napierał,

Bym dał im nabrać serów i drapnąć. Znów drudzy

Chcą na okręt gnać z obór ten dobytek cudzy,

Potem rozwinąć żagle i umykać cwałem.

Puszczam to mimo uszu — czemuż nie słuchałem!

Chciało mi się go poznać, być jak gość podjętym —

Lepiej było się nigdy nie spotkać z przeklętym!

Rozpaliliśmy ogień, obiatę składamy.

Gomółek coś podjadłszy czekamy, czekamy —

Aż oto wrócił z trzodą, dźwigając straszliwą