Lecz niechałem, o innym myśląc już sposobie,

Gdyż wszyscy byśmy śmierci stali się ofiarą,

Niezdolni tego głazu ruszyć żadną miarą,

Którym on był zawalił otwór do swej jamy.

Więc wzdychając porannej Zorzy wyglądamy.

Kyklop, gdy zórz porannych zabłysła pochodnia,

Rozniecił ogień, doił, jak zwyczaj miał co dnia,

Owce i kozy, matkom podsadzał jagnięta;

Zgoła gdy już robota była uprzątnięta,

Dwóch ludzi znów mi porwał, sprawił do śniadania,