A zżarłszy ich, swą trzodę z jaskini wygania.

Jak nic głaz ów odsunął i znowu zastawił:

Rzekłbyś, że się z pokrywką u kołczana bawił.

I wielkolud gwizdając poszedł z trzodą swoją

W góry. A mnie tysiączne zamiary się roją

Do zemsty; byle pomoc dała mi Pallada!

Z wszystkich jednak najlepszą ta zdała się rada:

Pod obórką znalazłem drzewo jakieś duże,

Z oliwnika ucięte; snadź, nim zeń wystruże

Maczugę, chciał wysuszyć i rzucił ten kawał,