Toż wzajem o gościniec obiecany proszę.
Nikt540 — to moje nazwisko; Niktem woła matka,
Woła rodzony ojciec i woła czeladka. —
Rzekłem — a na to jędzon541 odrzekł: — Słuchaj, bratku!
Nikt zjedzon będzie; jednak zjem go na ostatku,
A tych tam pierwej pożrę — ot, masz podarunek! —
Ledwo rzekł, runął na wznak: powalił go trunek.
Grzbietem tarzał się w kurzu; sen ciężki kamieniem
Przygniótł go, z paszczy wino lało się strumieniem,
Mięs kęsy wycharkiwał gardłem pijaczysko.