Gdy jeden nim kieruje, a drudzy za szelkę

Z dołu ciągną — on leci pędem wirującym:

Tak i my tym ożogiem jak żar pałającym

Wiercim w ślepiu, aż ostrze krwią się zakurzyło;

Rzęsy, brew szczotkowatą zarzewie spaliło,

Wszystkie włókna trzeszczały, skwarząc się w źrenicy.

Jako kowal siekierę okutą w kuźnicy

Kładzie w wodę do hartu, straszny syk powstaje,

Przez co mistrz swej robocie trwałą dzielność daje:

Tak syczało kyklopskie oko pod ożogiem.