Jak siedzi przy biesiadzie i jak go okolą

Grono dzieci i żona. Więc w zamkowe progi

Sunę i w progu siadam. Oni pełni trwogi

Pytają: — Co tu robisz? Jakież cię demony

Trapią? Wszak przez nas hojnie byłeś opatrzony

Na podróż, byś do swojej mógł wrócić rodziny! —

Tak prawią, a ja na to: — Nie z mojej to winy,

Lecz z druhów, jam był usnął, oni mnie zgubili!

W was nadzieja — ratujcie, przyjaciele mili! —

Myślałem, że ich ujmę przez pochlebne słowo,