Wypadli; to nie ludzie, lecz prawie olbrzymi.

Ci lecą z brzegu staczać skał srogie kawały

Na dół, kędy okręty nasze w porcie stały;

I straszny na okrętach zrobił się tam zamęt,

Naw gruchotanie, mężów konających lament.

Wróg ich ciała ponizał jak ryby na tyki,

By pożreć. — A jam podczas tej zabijatyki

Skoczył i miecz od boku wyrwawszy szeroki,

Odciąłem linę, którą okręt do opoki

Był przywiązan: na czeladź naglę, aby żwawo