Jako psy, gdy gospodarz kęski im rozdaje

Po skończonej biesiadzie. Takież obyczaje

Mają tu lwy i wilki, chociaż ich paszczęka

Zawsze straszna, i każdy potwora się lęka.

Wszedłszy zatem w dziedziniec pani pięknowłosej,

Doleciały ich z komnat jakieś dźwięczne głosy:

To śpiew Kirki; śpiewając na krosnach wyszywa

Dzieło cudne: cudowną praca bogiń bywa.

Wtem Polites do swoich tak rzekł (chłop to dzielny,

Przed innymi miał u mnie szacunek rzetelny):