W złotej czaszy wyniosła wino zielonkawe.

Już soków czarodziejskich wlała w nie przyprawę,

Częstowała; jam wypił — lecz nie czułem zmiany —

Po czym różdżką mnie dotknie: — Precz, zaczarowany! —

Rzekła — ruszaj do chlewa leżeć na barłogu

Wraz z tamtymi! — Jam na to polecił się bogu,

Miecza-m dobył i obces rzuciłem się do niej,

Grożąc, że ją zabiję. Ona się nie broni,

Tylko z krzykiem przestrachu i zgięta we dwoje

Błagała, dłońmi stopy obejmując moje: