Za nic strawy nie dotknie i ust nie napoi,

Póki wolnymi braci nie obaczy swojej.

Chcesz-li przeto, bym jadła skosztował i wina,

Wypuść ich, niech tu stanie przede mną drużyna. —

Rzekłem; a ona z różdżką czarodziejską w dłoni

Wyszła, pootwierała chlewy i wygoni

Dziewięcioletnie wieprze z każdego karmniku,

Druhy moje; ci Kirkę obiegli wśród kwiku,

Ona zaś do każdego, tak jak stali kołem,

Poszła i czarodziejskim wraz dotknęła ziołem.